sobota, 1 lutego 2020

Nowinki

Nie myślcie, że nic nie piszę. Mam wreszcie wenę. To tryptyk trzech nowel. Pracuję nad tym.

czwartek, 17 października 2019

Po długiej przerwie wymyśliłam parę wierszy. Nie mogę się otrząsnąć.


Listopad - Haiku
Za oknem ciemno.
Listopadowa noc
szybko zapada.

Na moście w Avignon
Najciekawsze jest to
czego nie widać
smak ciemności jest
tańczącą ciszą we mgle

Na moście w Avignon
cisza otwiera usta
bezgłośnie śpiewając
o drugim brzegu
mostem uciętym

Drugi brzeg czeka
na tańczących
wśród nich ja czekam
na swoją kolej
kiedyś pofrunę i spotkam
tych odważnych

(wrzesień 2018)


Chłodem

Listopadowy chłód
zatarł obraz gorącego lata
Pamięć drzew szpitalnych
podzielonych
żaluzjami na segmenty
i ludzkiego ciała
podzielonego między życie
i śmierć

Jednoczesne doświadczenie
niezrozumiałej
wielowymiarowości

Krew kapie w kroplówce
miarowo
sprawiając wrażenie skuteczności

Świetlówki odbijają się
w źrenicach
spojrzenie znika za żaluzjami łez
w nieodwracalny proces

październik 2018


Śmierć życzliwa

Jest delikatną damą
łaskawą
Zakręci się przez moment
tyle co zawrót głowy
muśnięciem zatrzyma życie

Obserwator zrozumie
prośbę ciała
życzliwie ją powita
i zamknie oczy delikatnie
bo ten obraz już nie dla niego

A ty prosisz
chodź miła weź co twoje
i odejdź daleko
Zapomnij o mnie
na jakiś czas

październik 2019


Sen

Był sen
zapodział się gdzieś
w drodze do innej głowy.
Wpadł do wiadra smutku
oszołomiony
a przecież miał w programie
taniec śmierci na jeziorze
Z wachlarza efektów
wybrał wiatr
zwołując nim umarłych.
Zdziwieni wiotko tańczyli
na lodowej tafli
w nokturnie lodowym
zrodzonym ze smutku.
Szuwary szeleszcząc rytmicznie
kołysały się płacząc
diamentami
staccato


listopad 2019

niedziela, 23 czerwca 2019


Spotkanie

Spostrzegłam właśnie postać
w załomku oka strukturze łzy
spytałam sama siebie
mylę się, czy to naprawdę ty?

Czasem przychodzą obrazy
jak wątki płótna osnowy dni
odwracasz wzrok i pytasz
to omam czy to jeszcze my?

Boisz się znikasz w osłonie pajęczyn
przed blaskiem dnia
zasypiasz znowu w kokonie
swych lęków zamkniętych bram

Ta głośna cisza przytłacza cię
Zamykasz oczy i słyszysz dźwięk
ze środka ciebie wijące się
zamknięte kręgi tonów, wiem

Że to ostatnie chwile razem
bez żalu 
przeprosin 
bólu 
łez
bez  bycia wspólnoty darem
bez szczęścia tez
bez …
bez …


Puste krzesło

Bardzo samotne porzucone
lekkie ciężarem utraconym
prostuje nogi
oddycha z ulgą
i nie rozumie
po co mu tak lekko
przecież
może było ciężko
lecz za to cieplej milej
i czuło się potrzebne
jak fajny mebel
miało kontakt z ciałem
miękkim życzliwym
a teraz czuje jak stygnie
zamiera
niepotrzebne nikomu
puste krzesło

poniedziałek, 10 czerwca 2019


15.08.2018

Waga ciszy

Ludzie jak drzewa zimowego lasu
tacy sami
idę szronem chrupko bezimiennie
przeźroczysta
pod rękę z ciszą
co ma swoją wagę
coraz cięższa
pyta
na ile sposobów umiesz zaakceptować żal

sięgam po słowa
i mam pustkę w dłoniach
cicho patrzę na opadły liść
proszę
aby pożegnał czas przeszły
by moja krew nie była tak blada



 Dni
Na ramieniu usiadł mi kruk
w dziobie trzymał
klucz do śmierci

dał mi już lekcje zamykania oczu umarłym
i świadomość że ta jest lekka
i trwa sekundę

w osamotnieniu czas płynie wolniej
bezsensownie i niepotrzebnie

boję się tych dni bliźniaczych
zastępujących wizję jutra

łzy dodają koloru dniom
czerni nocy
w rozdwojeniu już nie wiem kim jestem


Ławeczka

Pod drzewem zbyt
blisko stała ławeczka
aż wrosła w nie
a pień wyrwał ją z ziemi

teraz jest wyżej
ponad to co na ziemi
z nóżkami
sterczącymi w powietrzu

nikt na niej nie usiądzie
zarosła mchem niepamięci
kieruje się ku niebu
wraz z gościnnym drzewem

już nie do ruszenia
jak pamięć
padnie razem z drzewem
nigdy wcześniej


 Nowy dom 3

W nowym domu
łzy już nie wpadają przez okno
kłótnia zamknęła usta
milcząca uciekła
szukając nowego tematu

Ciszę przerywa otwarte okno
krzyk mew i kwakanie kaczek
na wodzie
a brzozy szumią pojednawczo
dla nich i dla mnie pogodzonej

Mam oczy z jadeitu
tak samo twarde bezkolorowe
jak kamień przydrożny
Jest dobrze choć
do pełni brakuje czegoś


Jaśminu kiść

Przygarniam ręką jaśminu kiść
za zapach słodki dziękując mu.
już nie ma sensu tak dalej iść
ku tamtej ciemnej stronie snu.

Wystarczy zboczyć w chmurny cień
policzkiem musnąć floksów woń
by zetrzeć wszystkie smutki zeń
i twarzą czystą przylgnąć doń.

I poczuć serca Twego bicie
w załomku liścia, barwie bzu.
z zapachem floksów pójść przez życie
tęsknotą wielką wtórować mu.

Kwiaty naszego niespotkania
roztoczą wonie z krainy snu,
eksplozją barw, co wzrok omamia
nadadzą sens nowemu dniu.


 Spotkanie

Spostrzegłam właśnie postać
w załomku oka strukturze łzy
spytałam sama siebie
mylę się, czy to naprawdę ty?

Czasem przychodzą obrazy
jak wątki płótna osnowy dni
odwracasz wzrok i pytasz
to omam czy to jeszcze my?

Boisz się zanikasz 
w osłonie pajęczyn przed blaskiem dnia
zasypiasz znowu w kokonie
swych lęków zamkniętych bram

Ta głośna cisza przytłacza cię
Zamykasz oczy i słyszysz dźwięk
ze środka ciebie wijące się
zamknięte kręgi tonów, wiem

Że to ostatnie chwile razem
bez żalu przeprosin bólu łez
bez  bycia wspólnoty darem
bez szczęścia tez
bez
bez


Puste krzesło

Bardzo samotne porzucone
lekkie ciężarem straconym
prostuje nogi
oddycha z ulgą
i nie rozumie
po co mu tak lekko
przecież
może i było ciężko
lecz za to cieplej milej
i czuło się potrzebne
jak fajny mebel
miało kontakt z ciałem
miękkim życzliwym
a teraz czuje 
jak stygnie
zamiera
niepotrzebne nikomu
puste krzesło

czwartek, 27 września 2018


Zadumanie

Lepiej jest nie zauważać
codziennej krzątaniny
poprawić komuś kołnierzyk
lub wypastować buty

Dobrze gdy możemy przerwać ciszę
nawet ostrym słowem
mieć kogoś do troski
bardziej niż o siebie

Cudownie gdy nie myślisz
że go stracisz bo znika część ciebie
jesteś kawałkiem całości

Źle gdy dowiadujesz się przypadkiem
że byłaś kochana
bo nigdy tego nie powiedział
i byłaś zakładnikiem tej miłości

Z niedowierzaniem stałaś nad nim
obejmowanym przez śmierć
a on dotknął cię z trudem
najczulej jak potrafił.

poniedziałek, 24 września 2018

Trzy nowe wiersza ...po czternastym sierpnia 2018 roku


wrzesień 2018 c.d. Nowe wiersze 2017

Waga ciszy

Ludzie jak drzewa zimowego lasu
tacy sami
idę szronem chrupko bezimiennie
przeźroczysta
pod rękę z ciszą
co ma swoją wagę
coraz cięższa pyta
na ile sposobów umiesz zaakceptować żal

sięgam po słowa
i mam pustkę w dłoniach
cicho patrzę na opadły liść
proszę
aby pożegnał czas przeszły
by moja krew nie była tak blada


Dni
Na ramieniu usiadł mi kruk
w dziobie trzymał klucz do śmierci

dał mi już lekcje zamykania oczu umarłym
i świadomość że ta jest lekka i trwa sekundę

w osamotnieniu czas płynie wolniej
bezsensownie i niepotrzebnie

boję się tych dni bliźniaczych
zastępujących wizję jutra

łzy dodają koloru dniom czerni nocy
w rozdwojeniu już nie wiem kim jestem




Ławeczka

Pod drzewem zbyt
blisko stała ławeczka
aż wrosła w nie
a pień wyrwał ją z ziemi

teraz jest wyżej
ponad to co na ziemi
z nóżkami
sterczącymi w powietrzu

nikt na niej nie usiądzie
zarosła mchem niepamięci
kieruje się ku niebu
wraz z gościnnym drzewem

już nie do ruszenia
jak pamięć
padnie razem z drzewem
nigdy wcześniej

niedziela, 29 kwietnia 2018

Villanella kwietniowa


Villanella kwietniowa



Kwiecień jest wciąż niezdecydowany.
Zimę, czy wiosnę ma trzymać za ręce.
Zmienny jest jak kobieta - malowany.

Niech każdy zagon będzie obsiany.
Dniu bezdeszczowemu dziękując w podzięce,
bo kwiecień wciąż niezdecydowany.

Każdy ogródek lubi być podlany,
choć ludzie moczą się w udręce.
Toż on tak jak kobieta – malowany.

Na hali wesoło biegają barany.
W liściach już słychać śpiewy ptaszęce,
lecz kwiecień – wciąż niezdecydowany.

Jesteśmy zatem nadzieją wezbrani.
Trwamy tak sobie w kwietniowej udręce!
Jak zmienny jest ten miesiąc malowany!

Proszę was zatem rolnicy kochani,
w niebo kierujcie spojrzenia cielęce!
Ten kwiecień, wciąż niezdecydowany,
zmienny jak kobieta pięknie malowany.

Villanella marcowa


Villanella marcowa


Marzec w ogrodzie jest miesiącem pracy.
Drzewka aż proszą się o fryzjera.
Wiemy – bez pracy nie ma kołaczy.

Drzewa stojące smutno – ponuracy,
każde gałęzią nagą spoziera.
Marzec wśród drzew jest miesiącem pracy.

I niech mi ktoś mądry to wytłumaczy,
skąd ta do pracy ciężka bariera!
Przecież bez pracy nie ma kołaczy.

Jesteśmy przecież tak wieloracy.
Wcale nie trudno znaleźć frajera.
Marzec jest przecież miesiącem pracy.

Kotki zachęca do współpracy,
a wie to nawet kocur – przechera,
że bez miłości nie ma kołaczy.

Więc niech mi marzec to wybaczy,
bo jestem leniem jak cholera!
Marzec jest przecież miesiącem pracy,
i wiem, że bez pracy nie ma kołaczy.

Villanella lutowa


Villanella lutowa



Luty, to ten najkrótszy z braci.
Raptem dwadzieścia osiem dni liczy,
Jakby celowo wcześniej się zbudził

Wrzośce zakwitły sobie na luzie,
spod śniegu wystawią oblicze.
Lecz luty to ten najmniejszy z braci.

Dzieciom zaróżowiło buzie,
kiedy biegają z psami na smyczy.
A luty? Jakby właśnie się zbudził.

Jakże daleko jeszcze ten grudzień.
Rok dni lutemu też nie pożyczy,
bo luty to ten najcichszy z braci.

Dni swe wykuwa w trudzie.
Nikt mu nie powie, że się nie liczy,
chociaż wygląda, jakby się zbudził.

Wszystko mu idzie jakby po grudzie,
choć nie wygląda żeby się byczył.
Luty to ten najkrótszy z braci,
bo on celowo wcześniej się zbudził.

Co to jest villanella

Villanellę cechuje kunsztowna konstrukcja, na którą składa się pięć trzy wersowych strof rymowanych w układzie aba. Szósta, ostatnia strofa, zbudowana jest z czterech wersów w sekwencji abaa. Układ wersów musi spełniać sztywne warunki. Pierwszy wers, lekko zmodyfikowany, musi się pojawić jako trzeci w drugiej, czwartej i szóstej strofie, a wers trzeci na końcu strof trzeciej, piątej i szóstej. Sens powtórzonych wersów może być zmieniony, natomiast rym, rytm i brzmienie powinny zostać zachowane. 
Dokładniejszy wzorzec jest poniżej -

I zwrotka - A1 b A2, 
II zwrotka - ab A1,
III zwrotka - ab A2 
IV zwrotka - ab A1 
V zwrotka - ab A2 
VI zwrotka - ab A1 A2

Villanella styczniowa





To styczeń niesie nadzieje.
Dzień dłuższy i ptaki czekają,
aż zalśnią nam słońcem aleje.

Pod powiekami mamy marzenia
o tych dniach co wiosną się stają,
bo styczeń uwalnia nadzieje.

A w oknie szyba się zmienia
i mroźne malunki powstają,
lecz w nich widzimy aleje.

Otuchą nas styczeń wypełnia,
że mrozy i śnieg w końcu mijają.
Ten miesiąc nam daje nadzieje.

Za oknem oczar się spełnia
kwitnący złotą koronką się staje.
W tym złocie zalśnią aleje.

A więc rozświetlmy spojrzenia,
niech myśli dobrze się mają.
Bo styczeń daje nadzieje,
by w blasku zakwitły aleje.

Villanella majowa




Maj nas czaruje, kusi, mami,
rosą zieloną się obmywa,
noce ubarwia słowikami.

Patrzymy w gwiazdy zachwyceni,
tak to czasami z nami bywa,
maj nas zniewala, kusi mami.

Gdy w niebo wciąż tak zapatrzeni,
nawet, gdy latek nam ubywa,
zawsze pragniemy brać garściami.

Świadomi masy gwiazd, przestrzeni,
widać jak maj swój czar dobywa,
jak nas co roku kusi, mami.

Tak młodzi duchem, postrzeleni,
gdy pąki wiśni wiatr rozrywa,
wiemy, że maj nas kusi, mami.

A więc co roku urzeczeni
nie wiemy co z nas się wydobywa,
co tak nas w maju kusi, mami?
Spytajmy drzewa  ze słowikami.

Dla Seniorów



Kiedy słonko nam przygrzewa,
wychodzimy na podwórze.
Niebo kreśli biała mewa,
pachną słodko białe róże.

A więc szybko na ławeczkę,
by kosteczki się nagrzały.
Złapmy promyk na chwileczkę (albo: weź zakąskę i wódeczkę)
Dziadek – duży, wnuczek – mały.

Radość życia – wielka sprawa!
Niechże każdy w to uwierzy!
Niechaj zniknie nutka łzawa!
Trzeba życie pięknie przeżyć!